Do wszystkich! Do wszystkich! Do wszystkich! (tytuł depeszy WKPb o śmierci Lenina)

Jutro do księgarń trafi książka Pawła Zyzaka pt "Lech Wałęsa - idea i
historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy Solidarności do
1988 r.", stron 627, cena u wydawcy - Arcana - 40 zł.
Miejmy nadzieję, że tym razem książka będzie najpierw przeczytana.
Krzysztof Wyszkowski
Poniżej fragmenty wstępu: 

Tytuł pracy może wydawać się czytelnikowi intrygujący. Miłośnikom kina amerykańskiego, a zwłaszcza kina grozy, skojarzy się z jedną z najlepszych produkcji, jakie wyszły spod ręki wybitnego reżysera Davida Lyncha. Zaiste, tytuł filmu wiernie koresponduje z podtytułem niniejszej pracy. Lost Highway Lyncha tylko częściowo zainspirowała mnie do obioru takiej, a nie innej nazwy, mającej w dwóch słowach oddawać istotę problemu. I nie myślę tutaj bynajmniej o dosłownej interpretacji treści kultowego filmu, ale o atmosferze przytłaczającej widza podczas seansu. Ową atmosferę buduje wrażenie letargu spowijającego fabułę. Wszelako nie umiejscowienie bohaterów na pograniczu snu i jawy stanowi kluczowy aspekt nastroju, ale wszechobecna w filmie tajemniczość miejsc i bohaterów. Symbolizuje ją tytułowa autostrada, częściowo oświetlona, a od miejsca, w którym padają ostatnie promienie światła, spowita złowrogą, demoniczną ciemnością. Mogą ją ujrzeć tylko wybrani, dla reszty jest zagubiona. Oglądanie autostrady nie jest żadnym przywilejem, na co mógłby wskazywać czasownik „mogą”. Wręcz przeciwnie. Główni bohaterowie woleliby się jej nie przyglądać, woleliby uniknąć bezpośredniego zetknięcia ze swą mroczną stroną. Woleliby uciec, ale przekonują się, że nie są w stanie, że jest to niemożliwe. Niemożliwą jest ucieczka przed własną przeszłością i odpowiedzialnością.

Jeszcze w tym akapicie w pełni zrozumiecie uprzedni wywód. Jak wspomniałem, dzieło Lyncha to tylko jeden z powodów takiego potraktowania tytułu biografii politycznej Lecha Wałęsy. Najpierw powstał impuls zawężający poszukiwania odpowiedniej nazwy, a krótko po nim, z głębi umysłu wyłowiony został obraz inscenizacji amerykańskiego specjalisty od dreszczowców. Co było tym impulsem? Ano dwie pierwsze książki autobiograficzne Lecha Wałęsy, a raczej nadane im tytuły. Droga nadziei i Droga do wolności stanowiły autentyczny krok w odkrywaniu kulisów tej niezwykłej postaci, ale w rzeczywistości krok asekuracyjny, a momentami mający znamiona kroku wstecz, bo dezinformujący. Tropem Dróg poszedł niejaki Ryszard Kamiński, który swoją pracę magisterską, będącą osobliwą biografią Wałęsy, zatytułował: Droga do prezydentury. Oparłszy się przede wszystkim na dwóch wspomnianych autobiografiach, powędrował w zasadzie „drogą” wytyczoną przez główny podmiot swojej pracy. Dał się mu ponieść. Należy wręcz powiedzieć, że wpadł w koleiny, które tamten po sobie pozostawił. Proponuję Wam coś więcej niż tylko „drogę” przebytą przez Lecha Wałęsę od wczesnego dzieciństwa, na razie do roku 1988. Proponuję autostradę, odkrytą na tyle, na ile udało mi się ją oświetlić. /…/
Wysiłek włożony w zbudowanie tej pracy, do pewnego stopnia pokrywa się z chronologią losów tytułowego bohatera. Najciemniejszy zakątek na naszej autostradzie stanowiły - geneza rodu Wałęsów oraz dzieciństwo i młodość Lecha Wałęsy. Zgromadzoną do tej pory wiedzę uznałem za wysoce niewystarczającą, by poczynić daleko idącą ocenę postaci. Jak się miało okazać, nie dość, że Droga nadziei niewiele mówiła na te tematy, to skutecznie zaciemniała ich prawdziwy obraz. Zdecydowałem się więc na wyprawę w rodzinne strony Lecha Wałęsy. Liczyłem na spotkanie i rozmowy z żyjącymi wciąż świadkami historii, w większości nieświadomymi wagi posiadanej przezeń wiedzy o tak znaczącym Polaku. I nie zawiodłem się. Kilka dni, które spędziłem na ziemi dobrzyńskiej wzbogaciło moją wiedzę o szereg faktów, momentami niezwykle bulwersujących. Dzięki wyprawom do okolic Włocławka, rozmowom z osobami, które przed laty zawitały do tych samych miejsc oraz wyznaniom książkowym samego Wałęsy, mogłem stworzyć sprawiedliwy dla Dobrzynianina rozdział. Wydaje mi się on najcenniejszy z wszystkich o tyle, iż jest „nowością” na „rynku” badań historycznych.
Kolejny rozdział, traktujący o losach Lecha Wałęsy, od chwili wyjazdu z rodzinnych stron, jest również efektem licznych wypraw, jednakże tym razem wiodących do Trójmiasta, z przystankiem na Śląsku. Ten fragment życiorysu byłego elektryka spowijał mrok, w niczym nieustępujący jego dzieciństwu i młodości. Oprócz rozmów z dawnymi kolegami Dobrzynianina ze Stoczni Gdańskiej, decydujące okazały się archiwa Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) w Gdańsku. Oczywiście, nie będąc pracownikiem instytutu, miałem ograniczony dostęp do jego zasobów, który dodatkowo zakłóciły obostrzenia narzucone chwilowo przez Trybunał Konstytucyjny. Lukę w dostępie do akt próbowałem wypełnić materiałami IPN zamieszczonymi w Internecie, także przez bohatera naszych dociekań. Wypada w tym miejscu zaznaczyć, że we wszystkich cytowanych w książce dokumentach oraz ustnych relacjach starałem się zachować oryginalną pisownię.
Podążając śladami innych historyków i byłych działaczy opozycji, obeznanych ze stoczniowymi losami Lecha Wałęsy, ukończyłem rozdział, bynajmniej nie lekceważąc pamiętników samego zainteresowanego. Korzystając z wydanych opracowań, opisujących wydarzenia polityczne pierwszej połowy lat 70-tych, zrekonstruowałem kolejny fragment biografii jednego z najbardziej znanych Polaków.
Podobnie wyglądało to w przypadku następnego rozdziału, z tą tylko różnicą, że liczba świadków kojarzących Wałęsę i liczba wzmiankujących go publikacji wzrosła niepomiernie od czasów stoczniowych perypetii. W pewnym stopniu działalność Lecha Wałęsy w Wolnych Związkach Zawodowych (WZZ) Wybrzeża uczyniła go osobą publiczną. Nie mamy już takich wątpliwości w dniach strajku sierpniowego w 1980 roku, który również znalazł się w tym rozdziale. Uzasadnienie umiejscowienia Sierpnia’80 jest zbędne, o czym przekonacie się w stosownym momencie. Okres funkcjonowania na Wybrzeżu wolnych związków nie doczekał się obszernej monografii i jest dość słabo opisany przez współczesnych historyków. Najwięcej uwagi poświęcają mu historycy gdańskiego IPN i zapewne od nich najwcześniej wyjdzie inicjatywa w omawianej dziedzinie. Z tego też względu postanowiłem przyjrzeć się bliżej problemowi, tak, aby działalność Lecha Wałęsy miała swoje tło. Zarysowałem z grubsza genezę gdańskiej opozycji i opowiedziałem o zasadniczych rozterkach targających nią w drugiej połowie lat 70-tych, nie tracąc przy tym „z oka” samego Wałęsy.
Nie musiałem za to prowadzić badań nad kontekstem historycznym „karnawału Solidarności”. Wydarzenia 16 miesięcy „Solidarności” przedstawiło wielu historyków, choć wciąż jest to temat niewyczerpany. Skwapliwie skorzystałem więc z ich dorobku, inaczej tylko rozkładając akcenty. Musiało się tak stać, skoro w centrum zainteresowania miał znaleźć się przywódca niezależnego związku zawodowego. Oprócz opracowań dotyczących stricte „pierwszej” „Solidarności”, bardzo często stykamy się z publikowanymi relacjami świadków. Warto się do nich odnosić i je przywołać, dlatego też stały się dla mnie cennym sposobem odwzorowywania realiów tamtych dni. Mamy więc okazję przekonania się, że za każdą decyzją polityczną stały zarówno personalia, jak i spore pokłady emocji, w których ambicja, jak się wydaje, odgrywała przodującą rolę.
Dwa ostatnie rozdziały, jeden opowiadający perypetie tytułowego bohatera w trudnym okresie po wprowadzeniu „stanu wojennego” oraz drugi starający się go uplasować w realiach rysującego się porozumienia okrągłostołowego, wbrew pozorom nie ustępują poprzednim. W rozdziale: Działalność Lecha Wałęsy w okresie konfrontacji władzy z „Solidarnością” (1981 - 1986), poruszyłem wiele arcyciekawych wątków z kariery Lecha Wałęsy, lekceważonych wcześniej przez większość historyków. Że wymienię tylko losy Wałęsy w czasie 11 miesięcy internowania, czy choćby słynną „rozmowę z bratem”. Za to w ostatniej części pracy dominuje tematyka dwóch ostatnich wielkich strajków z 1988 roku, majowego i sierpniowego. Wszystkie te tematy zanalizowałem w oparciu o relacje świadków, opublikowane wspomnienia i pamiętniki, publikacje prasowe, dokumenty IPN, materiały audiowizualne, no i oczywiście właściwe opracowania.
 
Książkę chciałbym dedykować wszystkim anonimowym twórcom niepodległego państwa polskiego, działającym przed 1989 rokiem. Ludziom, którzy nie krzyczeli tak głośno jak inni, więc historia się o nich do tej pory nie upomniała. Ich nazwiska padają także na kartach mojej pracy. Należy o nich pamiętać tym bardziej, że w rzeczywistości wciąż stanowią istotną część historii. Historii rozumianej przez zbiór faktów obiektywnych, niekoniecznie tej spisanej - historiografii. Właśnie tym bezimiennym bohaterom przychodziło znosić najtrudniejszy los. Z zasady stawali się „workiem treningowym” dla reżimu. Łatwiej było ich nękać, niż ludzi z pierwszych stron gazet. Skromność bohatera-patrioty jest cnotą najcenniejszą i najpiękniejszą. Dowodzi bowiem najlepiej, że za morderczym poświęceniem nie stała wyłącznie ambicja /…/
            Najbardziej ubolewam nad zwieńczonymi niepowodzeniem staraniami o rozmowę z najważniejszym, z perspektywy pracy, świadkiem historii, Lechem Wałęsą. Liczyłem, że uda się mi w ten sposób rozwiać pewne wątpliwości, które zrodziły się w trakcie badań oraz uzupełnić luki niezapełnione przez wydane do tej pory publikacje o charakterze wspomnieniowym sławnego Dobrzynianina. Kilkumiesięczne starania zapoczątkował list do byłego prezydenta z 7 listopada 2007 roku. Nawiązałem tym sposobem telefoniczny kontakt z jego bliskimi współpracownikami z Instytutu Lecha Wałęsy. Zintensyfikowaliśmy go w połowie grudnia 2007 roku. Był to kulminacyjny okres rozmów, który rychło zakończył się, zaraz po odrzuceniu przeze mnie propozycji udziału w pisaniu kolejnej książki autobiograficznej Lecha Wałęsy. Drugi i zarazem ostatni list do polskiego noblisty wysłałem 25 stycznia 2008 roku[1], prosząc uprzejmie o pisemne ujęcia swego stanowiska w sprawie rozmowy. Prośbę motywowałem niedalekim zakończeniem prac i oddaniem projektu do wydawnictwa. Odpowiedzi na list nie doczekałem się do końca lutego 2008 roku. Ostatnią kropkę w książce postawiłem w ostatnich dniach lipca tego roku, czym przypieczętowałem zakończenie badań.
            Nie zrażając się ani trochę niepowodzeniem w dotarciu do ikony „Solidarności”, ukończyłem więc książkę, która, jak mam nadzieję, usatysfakcjonuje i spełni oczekiwania autora słów: „Chciałbym, żeby ktoś mnie najbardziej zrozumiał, żeby to opisał potem, ułożył, wytłumaczył, rozjaśnił... Kogoś takiego jest potrzeba, bo naprawdę wiele ludzi nie nadąża”[2] – Lecha Wałęsę.


[1] Pełne treści obu listów zamieszczono poniżej.
[2] Reż. A. Kinaszewski, Lech Wałęsa. Bilans dwu dekad, film dokumentalny – filmowa biografia Lecha Wałęsy, wyemitowany w TVP 2 w 2004 r.